czwartek, 6 kwietnia 2017

Rozdział 5 : Taniec z Śmiercią!!!

Zaraz po strzelaninie przyjechali Chin i Kono, zdziwieni nadal stali w drzwiach. Kula która wystrzelił zamachowiec nadal była w moim barku, ale to było teraz nie ważne. Wstałem z podłogi i podszedłem sprawdzić czy Danny'emu nic się nie stało. Gdy Danno obrócił się w moją stronę i zobaczył ranę postrzałową w moim ramieniu, zaczął płakać, zapomnieliśmy nawet że nasi przyjaciele także tutaj są
- Danny, nic mi nie jest! to tylko lekkie draśnięcie - chociaż obaj wiedzieliśmy że to nie prawda, starałem się uspokoić ukochanego 
- Kochanie, przecież widzę nie jestem ślepy. Musi cię zobaczyć lekarz i to natychmiast! Zawiozę cie do niego. Proszę zrób to dla mnie - Rzekł Danny błagalnym tonem 
- Yyyy, moglibyśmy wiedzieć co się tutaj dzieje ? Parę dni temu mówicie nam że Max i Lou nie żyją, a teraz ta strzelanina ? Kochani przecież jesteśmy rodziną, a rodzina nie ma przed sobą tajemnic prawda ? - Powiedziała Kono, która wraz z Chinem weszła do środka i zamknęła  drzwi 
- Prawda, powinni byśmy wam powiedzieć, Przepraszamy, dlatego zrobię to teraz . - Powiedziałem i usiadłem na kanapie obok Danny'ego, ramię piekło mnie coraz bardziej, ból był nie do wytrzymania, dlatego poprosiłem mojego chłopaka, by opatrzył mi ranę, a potem pojedziemy do szpitala. Danny nie sprzeciwiał się, zaraz poszedł po zestaw pierwszej pomocy i zaczął opatrywać mi ranę 
- To wszystko zaczęło się około 3 tygodnie temu, po sprawie Beatrice Neggan wróciłem do domu i w salonie leżało ciało... - Zaciąłem się, ciężko było mi o tym mówić - Rachel, przy której znalazłem kartkę na której pisało że Danny skończy podobnie jak jego żona,  a zaraz po tym usłyszałem strzały, ale zanim zdążyłem zareagować, Lynn leżała już z kulką w ramieniu, wezwałem karetkę, która ją zabrała ale niestety Lynn nie przeżyła. A na szybie było przyklejone to zdjęcie - Wyciągnąłem z kieszeni zdjęcie, było przyklejone do szyby w moim starym mieszkaniu - Od razu przyjechałem do Danny'ego, sprawdzić czy nic mu nie jest i tam znalazłem to samo zdjęcie ,,, 

Opowiedziałem im cała nasza historię sprzed trzech tygodni, która zbliżyła mnie i Danny'ego do siebie. Zaraz po opowiedzeniu wszystkich zdarzeń szykowaliśmy się z Danny'm i wszystkimi przyjaciółmi by pojechać do szpitala, przed domem zobaczyłem ciało, pomyślałem że udało mi się trafić "Zabójcę z Origami", ale się przeliczyłem, był to bardzo młody człowiek. Gdy nasza czwórka podbiegła do mężczyzny, na szczęście kulka lekko go drasnęła. W oczach zaczęły zbierać mi się łzy, ponieważ poznawałem tego mężczyznę 
- Kochanie, co się dzieje? Dlaczego płaczesz ? - spytał mnie zmartwiony Danny
Przytuliłem się do niego i wyszeptałem bo sam o mało nie zemdlałem z powodu braku krwi - Kocham Cię!!! Danny, ja postrzeliłem własnego syna! Nigdy sobie tego nie wybaczę - rozpłakałem się jeszcze bardziej, Mój chłopak objął mnie bardzo mocno - Steve! Jestem przy Tobie, pamiętaj Kocham Cię i nigdy cię nie zostawię, Dean ma w sobie krew McGarrett'a, wyjdzie z tego ! Teraz musimy jechać z tobą do szpitala - odpowiedział i ruszyliśmy w stronę auta, a Chin i Kono czekali na karetkę, która miała zabrać Dean'a do szpitala

Gdy dojechaliśmy do szpitala, lekarze postanowili natychmiast zrobić operację by wyciągnąć kulę z mojego ramienia, nadal przed oczami miałem Dean'a, który leżał nieruchomo na trawniku domu Danny'ego. Leżałem po operacji, Danny przez cały czas był przy mnie, nawet gdy mówiłem by poszedł  do domu odpocząć, on kładł się obok mnie i mocno do mnie przytulał. Dwa dni później gdy wraz z moim chłopakiem gdy obudziliśmy się po śnie na szpitalnym łóżku, zobaczyliśmy kartkę z origami z napisem " Steve, Steve Steve, widzę że bardzo ci zależy na Danny'm :) Ułatwiłeś mi prace postrzeliwszy swojego syna. W domu czeka na was niespodzianka gołąbki". Przestraszyłem się,mieliśmy zabójce pod ręką i nie udało nam się go złapać, skąd on może wiedzieć że postrzeliłem Dean'a, teraz grono potencjalnym morderców bardzo się zmniejszyło, jest to ktoś z naszych przyjaciół zostali tylko : Kono, Chin, i Jerry, bo Adam wyjechał do Los Angeles, wiem to ponieważ wysyła nam zdjęcia. Teraz wraz z Danny'm musimy jechać jak najszybciej do domu, bo nie wiadomo co zastaniemy w środku 

sobota, 1 kwietnia 2017

Rozdział 4: Szokująca wiadomość

Stoję wraz z Dannym w drzwiach nadal patrząc na Dean'a, który twierdzi, że jest moim synem. Przecież Catherine powiedziałaby mi że jest z mną w ciąży, takiej informacji nie mogła przede mną ukryć? Teraz wiem dlaczego Cath wyjechała, mówiąc mi że jedzie pomagać potrzebującym. Jestem zdezorientowany co mam teraz zrobić, Danny patrzy na mnie z wściekłością dlaczego mu nie powiedziałem, widzę to już po jego oczach, że będzie myślał iż chciałem ukryć przed moim ukochanym to że mam dziecko 
- Przepraszam że się wtrącam ale może wejdziesz do środka ? Nie będziemy rozmawiać tak przez drzwi. - Zaproponował Danny
- Jasne - Odparł Danny'emu Dean 
- To może ja pójdę zrobić herbatę, usiądź na kanapie, zaraz wrócę - Powiedziałem Dean'owi i udałem się w stronę kuchni
Nie dość, że moi przyjaciele zostali brutalnie zamordowani przez "Zabójcę z Origami", to do tego wszystkiego dochodzi mój syn, o którym nawet nie miałem pojęcia, nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim. Jestem zdezorientowany mam dość, teraz gdy w końcu wyznałem Danny'emu to co do niego czuję, i że chcę z nim być, i gdy zaczęło nam się układać Cath musiała zrobić takie coś, czy ona nigdy nie pozwoli mi być szczęśliwym ? - pomyślałem i w tym samym momencie wszedł mój chłopak 
- Steve!- krzyknął - Kiedy zamierzałeś powiedzieć mi że masz dziecko ? - powiedział z wyrzutami 
- Kochanie, ale ja nie wiedziałem że mam dziecko, Catherine nic mi nie mówiła, przysięgam że gdybym wiedział od razu bym ci o nim powiedział. Danny, proszę nie chcę Cie stracić najpierw śmierć Lou, Maca, Lynn i Rachel a teraz to ? Już nie wiem co mam robić, zabójca chcę mnie dopaść a teraz ma większe pole manewru, bo może wiedzieć że zależy mi na Tobie, Grace, Charlie'm itd. - Odpowiedziałem szczerze, ponieważ nie zamierzałem mieć żadnych tajemnic przed Danny'm - Ufasz mi ? - dodałem
- Tak, Steve ufam Ci ale nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, to wszystko jest dziwne, a my nadal stoimy w tym samym miejscu. - odpowiedział - Zaraz, przecież my jeszcze nie otworzyliśmy pudełka które znaleźliśmy przy Lou i Max'ie 
- Okej, ale najpierw musimy zrobić coś z Dean'em - Odpowiedziałem Danny'emu 
Po powrocie z kuchni wraz z Danny'm miałem totalny mętlik w głowie. Rozmawialiśmy w trzech przez dwie godziny, po których Dean wyszedł. Zleciłem zrobienie badań DNA by mieć pewność że to mój syn, zaraz po jego wyjściu przeszliśmy do otworzenia pudełka. Otwieraliśmy pudełko powoli, przytulając się, 
- Czy to kolejne figurki ? - Spytałem mojego chłopaka
- Najwidoczniej tak - Odpowiedział z obojętnością 
Biorę figurę konika do ręki i powoli rozwijam, to co przeczytałem bardzo zmniejszyło grono podejrzanych w sprawie zabójcy z origami. Pisały tam następujące słowa " Jestem bliżej was, niż to się wam wydaje. Radzę na szybkie poszukiwania zakochańce, bo wasza miłość może nie być długa " Nagle zobaczyłem czerwoną kropkę na plecach Danny'ego. Muszę podjąć szybką decyzję by nie stracić ukochanego, wyciągnąłem broń z kabury, obróciłem się w stronę okna
- Kochanie? Co się dzieje ? Dlaczego wziąłeś broń ? - Powiedział wystraszony Danny
- Danny nie ruszaj się proszę, ktoś do Ciebie mierzy właśnie teraz, postaram się byś wyszedł z tego cało !
W tym samym usłyszałem strzał, rzuciłem się by zasłonić ukochanego i wystrzeliłem całą serię pocisków w stronę napastnika, którego nie widziałem .



Przepraszam za taką długą przerwę, mam nadzieje że będzie tyle samo czytelników co przed przerwą . Mam nadzieję że będziecie z niecierpliwością czekać na następne części historii. Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam gorąco !!! :)

wtorek, 31 stycznia 2017

Rozdział 3 : Nieoczekiwany gość

Gdy dojechaliśmy na miejscu zobaczyliśmy kolejne zwłoki, ciała były bardzo znajome. Powoli podchodziliśmy bliżej, staraliśmy się być ostrożni na wypadek gdyby sprawca tutaj był. Niestety ale moje myśli zaczynają się sprawdzać
- Danny,czy to... Lou i Max ? - spytałem nie dowierzając w to co sam mówię, przecież dopiero co przejeżdżaliśmy obok ich domów i wszystko było okej, ale najwidoczniej się myliliśmy
- Niestety Steve, to Lou i Max, Przykro mi, naprawdę
Danny nie okazywał tego co czuję, ale wiem że jest mu ciężko, ponieważ obaj byli naszą Ohana. Teraz zostaliśmy tylko Ja, Danno, Kono, Chin, Grece i Charlie. W dłoniach Lou trzymał odznakę a na brzuchu miał położonego kucyka z Origami, Jerry natomiast miał jakieś dziwne pudełko w dłoni.
- Steve? STEVE!!! - Danny zaczął krzyczeć,
Obudziłem się w szpitalu, obok mnie siedział mój przyjaciel, który zawsze jest przy mnie. Powoli otwarłem oczy, nie wiedząc co się z mną stało
- Danny? To ty? - spytałem, ponieważ nie do końca byłem pewny czy to na pewno Danny
- Steve ty żyjesz! Matko jak się cieszę, że nic ci się nie stało ! - Po przyjacielu mogłem odczytać że naprawdę się o mnie martwi, tak samo jak ja o niego
- A co ? Myślałeś że tak łatwo się poddam? - Powiedziałem, by rozluźnić troszkę atmosferę
- Przestań myśleć tylko o sobie i pracy! Przecież jestem jeszcze ja, wiesz jak ja bym się czuł gdybym cię stracił Steve? Nie chce bez Ciebie żyć idioto! Kocham Cię, naprawdę Cię kocham Steve! Proszę nie rób mi tego więcej okej ?
Wyznanie Danny'ego naprawdę mnie wzruszyło, przez dłuższy czas siedzieliśmy i patrzeliśmy na siebie inaczej niż zawsze
- Danny, ja ... też cię KOCHAM, i także nie przeżył bym gdybym kiedykolwiek Cię stracił! - Postanowiłem wyznać mu prawdę ponieważ na nią zasługuje - Jesteś dla mnie najważniejszą osobą, pomimo naszych częstych kłótni, naprawdę mi na Tobie zależy, i chciałbym być dla Ciebie kimś więcej niż tylko przyjacielem, rozumiesz ? - W głębi duszy bałem się odpowiedzi Danny'ego ale czasu już nie cofnę, pozostało mi tylko czekać na odpowiedz, ponieważ po jego twarzy nie mogłem nic wywnioskować
- Steve, wrócimy do tej rozmowy w domu okej ?
- Okej - Chociaż, chciałem wiedzieć na czym stoję, ale najwyraźniej Danny potrzebuje czasu by móc przetrawić moje wyznania

Po 2 dniach lekarze wypuścili mnie do domu. Danny przez cały czas był z mną. Po powrocie do domu Danno na stole leżało pudełko które trzymał Jerry i kucyk z Origami, ale nie to przykuło moją uwagę, W kącie pokoju stała moja walizka, której ja nie przywoziłem
- Hmm Steve, po twoich wyznaniach w szpitalu, postanowiłem pojechać do twojego byłego domu, spakować wszystkie twoje rzeczy, i przywieść je tutaj, ponieważ od dziś mieszkamy razem - Danny podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek, co lekko mnie zszokowało, ale najwyraźniej Danno czuję to samo
Podczas gdy wraz z moim chłopakiem siedzieliśmy w salonie oglądając film, ktoś zadzwonił do drzwi
- Ja otworzę Danny - powiedziałem i podszedłem ostrożnie do drzwi, była to Kono razem z Chinem i Adamem,a zaraz po nich wszedł Jerry
- Danny mamy gości - Zawołałem, a Danno momentalnie wstał i podszedł do drzwi
- Wchodźcie
Wszyscy usiedli w salonie i czekali aż ktoś coś wkącu  powie
- No to ten ... wraz z Danny'm mamy do was 2 wiadomości jedną przykrą a drugą w miarę dobrą, od której mamy zacząć ? - spytałem
- Steve, no o tej dobrej, jak zawsze - powiedzieli wszyscy razem
Przytuliłem mojego chłopaka i jednocześnie oznajmiliśmy naszej Ohanie z Five-O - Ja i Danny zostaliśmy parterami nie tylko w policji, ale także w życiu zawodowym
Nikt nie mógł uwierzyć w to co mówimy, ale Kono jednak się przełamała i podeszłą do nas jako 1
- Gratuluje wam, Cieszę się również z wami - i przytuliła nas obu razem, potem Chin i Adam
- Steve, a jaka jest ta zła wiadomość o której wspominałeś ? - spytał Chin
- Niestety ale ..- słowa o Max'ie i Lou nie chciały przejść mi przez usta, ale musiałem im to powiedzieć - Jerry i Lou nie żyją, znaleźliśmy ich z Danny'm 500 metrów stąd
Nastała niezręczna cisza, każdy z nas stracił kogoś bliskiego, tylko zachowanie Jerry'ego było dziwne

Goście rozeszli się, a my z Danny'm postanowiliśmy dokończyć zaczęty wcześniej film. Po filmie postanowiłem podzielić się z moim chłopakiem tym co myślę o zachowaniu Jerry'ego
- Kochanie, nie wydaję ci się że Jerry jest ostatnio jakiś dziwny ?
- Widzę, że jednak jesteś bystry - Danny drwił z mnie, ale już się do tego zdążyłem przyzwyczaić - Tak też to zauważył, myślisz że on ma coś wspólnego z śmiercią Maxa, Lou, Rachel i Lynn ?
- Będziemy musieli to sprawdzić, ale to może jutro ? - Pocałowałem Danny;ego w usta i poszedłem do kuchni

Po chwili usłyszeliśmy kolejny dzwonek, wspólnie podchodząc do drzwi, zastanawialiśmy się kto to może być. Otworzyliśmy ostrożnie drzwi, w progu stał młody chłopak, miał mniej więcej 16 lat
- Kim jesteś ? Zgubiłeś się ? - spytałem chłopaka
- Steve McGarrett ? To pan? - chłopak był przerażony
- Tak to ja, a o co chodzi? A ty jak się nazywasz młodzieńcze ? - chciałem dowiedzieć się więcej o tym dzieciaku
- Ja nazywam się Dean McGarrett - odpowiedział




Wiem że odbiegłem troszkę od fabuły, ale i tak mam nadzieję że się będzie podobać, i nie będziecie mnie hejtować za to że zrobiłem parę z Steve'a i Danny'ego :) Pozdrawiam i liczę na komentarze z ocenką <3
PS : Dziękuję że tak chętnie czytacie mojego bloga :) Jesteście super

środa, 18 stycznia 2017

Rozdział 2 : Próby rozwiązania zagadki

Po ujrzeniu lalek w łazience Danny'ego, wszystko wydawało nam się coraz dziwniejsze i bardziej skomplikowane, kocham go i nie chcę go stracić. Danny jest dla mnie wszystkim dlatego muszę być twardy, silny i starać się opanować wszystkie emocje, które czuję w danym momencie. Danny po incydencie z lalkami postanowił pójść do kuchni napić się wody i starać się oderwać myśli od człowieka od Origami. Ja natomiast usiadłem w salonie i zapisywałem osoby, które mogły by chcieć naszej śmierci:
-> Frank Eaton - jeden z podejrzanych o brutalne morderstwo, niestety nie trafił do więzienia, ponieważ nie było twardych dowodów, na to że to on jest sprawcą
Lista z minuty na minutę robiła się dłuższa, i nadal nie było końca. Co chwilę do głowy wpadały mi kolejne propozycję osób, które mogą chcieć rozpadu Five-O. Z rozmyślań wybił mnie dzwonek do drzwi Danny'ego. Wstałem by otworzyć drzwi, gdy wraz z Danny'm doszliśmy do drzwi, ostrożnie z wyciągniętymi broniami otwieramy drzwi,
-Dzień dobry, przywiozłem państwu jedzenie na koszt firmy Kamekony - powiedział dostawca jedzenia
- Dziękujemy, ale ja za to zapłacę, tylko niech mi pan powie ile? - zapytałem
- 16,95 $ - odparł dostawca
Wyciągnąłem 20$ i podałem dostawcy - Miłego dnia panu życzę - odparłem z sztucznym uśmiechem, Danny dalej mierzył z broni w dostawcę. Odetchnęliśmy z ulgą, ale jedzenie które nam przywieźli razem z przyjacielem postanowiliśmy je wyrzucić i sami ugotować pospolitą jajecznicę. Po 30 minutach jedzenie było już gotowe, usiedliśmy z Danny'm i spokojnie zjedliśmy śniadanie.
Zadzwonili ze szpitala, w którym leżała Lynn, niestety zmarła w drodze do szpitala. Chciałem zaszyć się w kącie i nie cierpieć z powodu strat bliskich osób, ale nie mogłem tego zrobić, ponieważ tu nie chodzi tylko o mnie ale także o osobę, która jest najbliższą mi osobą.
- Kto dzwonił Steve? - zapytał
- To szpital, niestety Lynn zmarła podczas drogi do szpitala - odparłem
- Przykro mi Steve, naprawdę mi przykro - Danny chciał mnie pocieszyć
- Najważniejsze jest że Tobie nic nie jest. Przygotowałem listę osób, którzy chcieliby naszej śmierci - Chciałem zmienić temat, by nie myśleć o Lynn, podałem kartkę przyjacielowi
- Długa ta lista Steve, sprawdzenie ich wszystkich zajmie nam wieki - Danny jak zawsze był pesymistą, jak przez całe 9 lat, odkąd razem pracujemy
- Dlatego zaczniemy od zaraz, siedzenie tutaj nam nic nie da. Jedziemy ? - zapytałem
Jeździliśmy, ale większość tropów była ślepym zaułkiem, nigdzie nie znaleźliśmy żadnych wskazówek. Po 7 godzinach jazdy postanowiliśmy wrócić do domu Danny'ego i jeszcze raz przeanalizować listę. Po drodze przejechaliśmy obok domów każdego z naszych przyjaciół, by sprawdzić czy nic im nie jest. Wszyscy byli cali i zdrowi, co nas cieszyło. Pod domem Danny'go podeszła do nas sąsiadka mojego przyjaciela
- Dobry wieczór Panie Williams - powiedziała dość dziwnym tonem
- Dobry wieczór - odparliśmy równo z Danny'm
- To dziwnie zabrzmi, ale niecałe 500 metrów stąd ktoś leżał, wiem że państwo pracują w policji, moglibyście to sprawdzić- Zapytała nas sąsiadka
- Jasne, zaraz to sprawdzimy- Danny odpowiedział zdenerwowanej sąsiadce - Dziękujemy za informacje
Poszliśmy do miejsca, które wskazała starsza pani. To co tam zobaczyliśmy, bardzo nami wstrząsnęło


Podoba się drugi rozdział? Piszcie komentarze co sądzicie, i do zobaczenia w dalszej części historii Steve'a i Danny'ego

piątek, 13 stycznia 2017

Rozdział 1: Zwykła praca

Pracowałem wraz z resztą mojej rodziny z Five-O, nad zwykłym morderstwem, które było kolejną sprawą tajemniczego "Zabójcy z kartami", Wiem, kiedy stoi za morderstwem, ponieważ za każdym razem znajdujemy jakąś kartę z tożsamością ofiary. Tym ofiarą była Beatrice Neggan, studentka.
Danny cały czas powtarza mi że z "zabójcą z kartami" nie ma przelewek, ale Danny zawsze trochę przesadzał, i tym razem myśleliśmy tak samo.
-Danny, co o tym sądzisz?- zapytałem Danny'ego z ciekawości chociaż wiedziałem co powie
-Wiesz co Steve? Czuję że to kolejny przypadek "Zabójcy z Kartami". 
-Jak nigdy się z tobą zgodzę, tylko jaki jest jego motyw, Beatrice to jego 5 ofiara, poprzednie także były studentkami - zaczęliśmy się zastanawiać
-Nie wiem Steve, mam tylko nadzieję że jego następną ofiarą nie będzie Grace
- Ja też, nie chciałbym was stracić - przyznałem Danny'emu z smutkiem
Po późnym powrocie do domu zastałem ciało Rachel, z kartka z origami podpisaną nie tylko samym imieniem, był także dopisek: "Twój przyjaciel skończy jak jego była żona"
-O co tu chodzi?!- pomyślałem.
Chciałem zadzwonić do Danny'ego by mu o tym powiedzieć, poszedłem do kuchni i zobaczyłem Lynn całą we krwi. Sprawdziłem czy jeszcze żyje, ale miała słabo wyczuwalne tętno, zabrała ją karetka, a ja wciąż nie wiedziałem o co tutaj chodzi. Zacząłem szukać w kuchni jakieś wskazówki czego zabójca z kartami może chcieć od Five-O. Na szybie była kartka, gdzie było przyklejone moje zdjęcie z Danny'm, byliśmy na nim cali we krwi i mieliśmy zamalowane oczy, które wyglądały jakby zostały wydłubane. 
Zadzwoniłem do Danny'ego :
-Danny?!- niestety ale nie odzywał się, z płaczem dalej wypowiadałem jego imię - Danny proszę odbierz ten telefon. 
Miałem nadzieję że to nie kolejna sprawa Zabójcy z kartami, ale on nie zostawiał origami. Nic mi się nie układało, ale nie mogłem dłużej czekać, wsiadłem do samochodu i pojechałem do domu Danny'ego.
na szczęście Danno siedział w salonie i oglądał mecz futbolu. Odetchnąłem z ulgą że nic mu nie jest. Wszedłem do środka, przytuliłem Danny'ego tak mocno jak tylko potrafiłem i wyszeptałem mu do ucha, szlochając:
- Na szczęście jesteś cały Danny, nie chcę Cię stracić. Jesteś dla mnie wszystkim - Danny odwzajemnił uścisk, po 2 minutach stania w uścisku, Danny postanowił dowiedzieć się o co mi chodzi
- Steve? Nic ci się nie stało, dlaczego płaczesz? - najwyraźniej bardzo się przejął moim stanem, postanowiłem powiedzieć mu powiedzieć.
- Cieszę się, że cie widze. - próbowałem kłamać,by nie mówić mu o żonie
- Kłamiesz Steve, coś się stało. Więc gadaj mi tu o co chodzi
- Chodzi o Rachel
- Co z nią ? - zapytał 
- Znalazłem ją u mnie w domu... - nie potrafiłem powiedzieć mu o Rachel, ale musiałem - niestety martwą
- Co ? Kłamiesz Steve, widziałem ją wczoraj! - mówił z łzami
- Niestety nie, była przy niej kartka złożona w origami z dopiskiem : "Twój przyjaciel skończy jak jego była żona". Dlatego tak się ucieszyłem że nic się nie stało. Przykro mi, Danny- przytuliłem przyjaciela, a w kuchni leżała Lynn i walczy teraz o życie
-Dziękuję że jesteś przy mnie Steve. przykro mi z powodu Lynn, razem damy radę napewno- powiedział, płacząc
- Nie ma sprawy! - powiedziałem i poszedłem do kuchni zrobić mu herbaty.
Na szybie zobaczyłem to samo zdjęcie co u siebie, dalej nie wiem dlaczego ktoś chciałby naszej śmierci, Najpierw Rachel, potem Lynn, teraz to. Postanowiłem nie zostawiać Danny'ego i o zdjęciu powiedzieć mu jutro. Siedzieliśmy w milczeniu, przytuleni jak przyjaciele. Danno ciągle był wstrząśnięty śmiercią Rachel, ale myślałem że im dłużej zwlekam, tym bardziej byliśmy zagrożeni
- Danny, jest coś jeszcze - zacząłem, wyraźnie Danny miał wrażeń na dzisiejszą noc, ale nie mogłem dłużej czekać
- Steve, proszę, mam nadzieje że nie chodzi o Grace albo Charliego ? - powiedział zmartwiony 
- Nie na szczęście nie, ale chodzi o nas Danny. Jak Lynn pojechała do szpitala zacząłem się zastanawiać o co tu chodzi, i wtedy znalazłem nasze zdjęcie całe we krwi i można powiedzieć że nie mieliśmy na nim oczu. To samo zdjęcie znalazłem u Ciebie w kuchni. Danny chyba ktoś chce się nas pozbyć, jak mnie tak i Ciebie - gdy mówiłem mu o tym cały się trząsłem 
- Co ty gadasz Steve? Jakie zdjęcie ? Ja mam dzieci Steve, nie chce umierać, pokaż mi to zdjęcie
Pokazałem mu je, pomyślałem że muszę chronić Danny'ego nie tylko dla siebie, także dla Grace i Charliego. 
- Dlatego tu jestem Danny, martwię się o Ciebie, ja nie mam nikogo oprócz was, a ty masz dzieci, dlatego wyciągnę cię z tego 
- To ja nic dla ciebie nie znaczę Steve ? - zapytał, zamurował mnie tym pytaniem 
- To nie tak Danny, jesteś dla mnie najważniejszą i najlepszą osobą jaką poznałem, nie chcę cię stracić Danno - mówiłem już przez łzy - ale ty musisz wychować dzieci ! 
Danny też zaczynał płakać ale mówił dalej
- Wiem, co im powiem, gdy Cię braknie Steve? Nigdy nie chcę cię stracić Steve przejdziemy przez to razem, pamiętaj RAZEM !! 
Potrafiłem powiedzieć tylko Dziękuję, więc tak też zrobiłem. Wraz z Danny'm zasnęliśmy. 
Rano postanowiłem iść wziąć prysznic, ale to co zobaczyłem w łazience mnie przerosło. Na szczęście dzieci byli u rodziców Danny'ego więc nie widzieli tego wszystkiego. Obudziłem Danny'ego i razem poszliśmy do łazienki gdzie były nasze podobizny jako lalki bez rąk i nóg między nimi było kolejne origami, otworzyliśmy je i przeczytałem tekst na głos : "SZYKUJCIE SIĘ! BĘDĘ PO KOLEI ODBIERAŁ WAM WSZYSTKO CO KOCHACIE, A NA KONIEC ODBIORĘ WAM SIEBIE NAWZAJEM". było to napisane grubymi dużymi literami. To nie były przelewki, chodziło o życie naszych bliskich i nasze. Nie mieliśmy pojęcia kto za tym może stać. 






Podoba się? Dopiero rozpoczynam pisać o McDanno, stąd pytanie do Was: Czy chcecie bym pisał o nich jako parze, czy jako baaardzo bliskich przyjaciołach ? Dziękuję za wytrwałość :) Mam nadzieję że trochę Was zaciekawiłem :)